Pewnie wielu z Was zauważyło w popularnych marketach pojawianie się nowych produktów, takich jak quinoa czy amarantus. Postaram się pokrótce opisać produkty należące do grupy, które nazywamy pseudozbożami. Dlaczego „pseudo”? Z uwagi na to, że zbożami nie są, lecz ich podobieństwo wynika z ziaren bogatych w skrobię. Warto wspomnieć, że oprócz wyżej wymienionych, bardziej ekskluzywnych wyborów, znajduje się również gryka, którą nasi przodkowie jadali od pokoleń.

quinoa-497210_1280

Quinoa

Na sam początek, aby wpasować się w kanony mody, zaznaczę, że pseudozboża nie zawierają owianego złą sławą glutenu. Są więc dobrym wyborem dla ludzi chorujących na celiakię czy nieceliakalną nadwrażliwość na gluten (NCGS), ale i dla osób, które z przekonania unikają tego składnika pokarmowego. Charakteryzują się również wysoką zawartością błonnika pokarmowego regulującego perystaltykę jelit i dającego uczucie sytości po posiłku.

Quinoa czyli komosa ryżowa jest znana od 3-5 tys. lat, kiedy Inkowie zastępowali nią kukurydzę. Z punktu widzenia dietetyka komosa jest donorem pełnowartościowego białka, którego zawartość w 100g ziaren wynosi blisko 15g. Znajdziemy w niej składnik mineralny odpowiadający między innymi za skurcze mięśni, którego często brakuje polskiej populacji. Z pewnością domyśliłeś się, że chodzi o magnez. 100 g porcji komosy pokrywa połowę Twojego zapotrzebowania na ten składnik pokarmowy. Oprócz magnezu znajdziemy w niej wysoką zawartość żelaza, miedzi i folianów. Quinoa jest o tyle ciekawa, że jej liście spożywane są jako warzywo wyglądem przypominające szpinak. Podczas zakupów może nas nieco przestraszyć cena tego produktu, która wynosi około 40zł/kilogram, ale z pewnością warto ją wpleść do naszego jadłospisu, ze względu na jej wysoką wartość odżywczą.

Zboże XXI wieku – ze sklepowych półek kojarzymy go jako amarantus. Pseudozboże, które jest jeszcze bogatsze w składniki mineralne od komosy ryżowej. Oprócz obfitej zawartości magnezu czy żelaza, znajdziemy w nim aż 159mg wapnia/100g, co w zestawieniu z innymi produktami roślinnymi wysuwa go na prowadzenie. Podobnie jak poprzedniczka, dostarcza nam 13.6g pełnowartościowego białka, przez co w oczach wegetarian powinien wiele zyskać. Główną zaletą Diamentu Ameryki Południowej wydaje się być działanie hipocholesterolemiczne, czyli obniżanie stężenia cholesterolu we krwi. Tłumaczy się to zawartością przeciwutleniaczy, które hamują stan zapalny w organizmie. Niestety w tym przypadku również cena nie jest naszym przyjacielem i za kilogram amarantusa zapłacimy 30zł, warto jednak skorzystać z jego walorów i urozmaicić nim naszą dietę.

Na koniec zostawiłem perełkę, która w Polsce znana jest od wieków. Gryka, choć mniej egzotyczna i zdecydowanie tańsza niż jej koleżanki, nie ustępuje im w kontekście walorów zdrowotnych. Zawartość magnezu równa się 210mg/100g, co powinno przykuć uwagę osób prowadzący stresujący tryb życia, ponieważ ich zapotrzebowanie na ten pierwiastek wydaje się być większe. Znajdziemy w niej również wysoką zawartość witamin z grupy B. Smak palonej kaszy gryczanej zna prawdopodobnie każdy – czy to z gulaszem i ogórkiem kiszonym, czy z sosem grzybowym. Na rynku możemy znaleźć również kaszę niepaloną charakteryzującą się białym ubarwieniem, zawiera ona nieco więcej witamin w porównaniu z częściej spotykaną odmianą ciemniejszą.

Choć do modnych produktów spożywczych warto podchodzić sceptycznie, pseudozboża są grupą, których spożycie z pewnością wyjdzie nam na zdrowie. Mają wysoką wartość odżywczą, bogate są zarówno w składniki mineralne jak i przeciwutleniacze pomagające utrzymać nasze zdrowie na odpowiednim poziomie. Mimo obfitej ilości kalorii, mogą nam dać uczucie sytości na długo dzięki zawartości błonnika pokarmowego.