Siła, masa, rzeźba, szybkość, gibkość i wytrzymałość oraz inne chwalebne przymioty… Ale co tak naprawdę kręci płeć przeciwną? Co jest sexy? Wiadomo, strong is sexy!

Panowie od niepamiętnych czasów żyją za pan brat ze sztangą. Dołożyć do tego sztangielki, kettle i sprzęt siłowy – mamy full wypas!

A co z kobietami? Tutaj jest grubsza zagwozdka…

Trening z obciążeniem? Sztanga? Większy wysiłek? Trud? Pot? Wyjście poza strefę komfortu? Tak, panie coraz częściej przełamują się i zaczynają robić „konkrety”, zaczynają odkrywać inne oblicze siłki, wychodzić poza zajęcia fitness i trening cardio. Raduje mnie niezmiernie, kiedy widzę, jak dziewczyna dokłada sobie ciężaru na sztangę przy przysiadach. To bezcenne widzieć, jak wkłada w swój trening dużo pracy i nie pieprzy głupot typu „wiesz, bo ja nie chcę wyglądać jak facet, nie mogę mieć ciężaru”, czy coś w ten deseń.

Trening siłowy jest wyzywający. Fizycznie i psychicznie. Ale wierz mi na słowo, korzyści z niego płynące będą wymierne do włożonej w niego pracy. Spalanie tkanki tłuszczowej, opóźnienie starzenia czy poprawa samopoczucia, to tylko wisienka na torcie benefitów, jakie przynosi dźwiganie.

Tak, strong is the new sexy. Siła jest piękna. Moim zdaniem to przełom – nowy wymiar zajebistej sprawności i idącej za tym fajnej sylwetki, zdrowia i sprawnego umysłu.

Zatem, kobieto, jeśli jeszcze nie dźwigasz, to może teraz jest ten czas? 🙂