Masz problemy z nadwagą, nie czujesz się w swoim ciele dobrze, nie mieścisz się w ulubione spodnie, ciężko Ci patrzeć w lustro, nie czujesz się atrakcyjna, a do wakacji coraz bliżej. Zdecydowałaś! Zapisujesz się do klubu fitness. Miejsce dla takich jak Ty. Idealne, by zrobić mocny trening, najlepiej trzy razy w tygodniu. Zaświeciło się światełko w tunelu. Jest jakieś rozwiązanie. Będziesz ćwiczyć do upadłego, myślisz sobie. Wypocisz i spalisz tłuszczyk, pozbędziesz się zbędnych kilogramów.

To już dziś! Wzięłaś do pracy torbę sportową, a w niej butelkę wody, sportowe buty i jakiś wygodny dres. Poza tym gumkę do włosów i żel do demakijażu, żeby uniknąć rozmazanych od potu cieni do powiek. Jesteś gotowa! Wychodzisz z pracy. Kierujesz się w stronę klubu fitness. Podchodzisz do recepcji, kupujesz karnet. Panie z recepcji wskazują ci szatnię. Pełna optymizmu i motywacji do działania wciągasz na siebie dres, związujesz włosy, zmywasz makijaż, bierzesz butelkę wody i kierujesz się w stronę bieżni.

I nagle stajesz jak wryta. Myślisz sobie, czy przypadkiem nie pomyliłaś miejsc. Ty, ubrana w stary powyciągany dres, zwykłe sportowe buty, w dodatku zmyłaś makijaż… a wokół Ciebie same miss world. W pełnym makijażu, markowych, neonowych ubraniach. Staniki sportowe zamiast bluzki, króciutkie spodenki, fantazyjne fryzury.

Robisz krok do tyłu. Coś jest nie tak. Nie pasujesz tu. Przecież do tej pory klub fitness kojarzył ci się z naprawdę ćwiczącymi i wylewającymi siódme poty ludźmi, a nie z wymalowanymi i wiecznie pachnącymi panienkami.

Myślisz sobie, trudno, idziesz dalej do upatrzonej maszyny. Oczom własnym nie wierzysz. Nagle wyrasta przed Tobą Gwiazdor, Model, Aktor. Nie masz słów, by go opisać. Włosy idealnie ułożone, mięśnie jak z obrazka, koszulka odkrywająca zdecydowanie za dużo, ubiór jak z rozkładówek. Stoisz wpatrzona w niego, nie możesz się ruszyć. Mija dobra minuta, kiedy przytomniejesz. On Cię nawet nie zauważył, stoi tak blisko lustra, że bliżej się nie da. Pręży się i uśmiecha do siebie, przeczesując palcami co chwilę włosy. Ćwiczy biceps. Jest wpatrzony w siebie jak w obrazek. Co najmniej dziwny typ, jak na Twoje oko, mężczyzny. Była Miss World, musi być też Mister. A może conajmniej kilkunastu takich misterów, jakby się uważniej przypatrzeć.

Odchodzisz dalej, wciąż zerkając na pana Mister World. Kto ten sprzęt tu postawił?! Potykasz się o ławeczkę i padasz jak długa. Nie zauważyłaś. Nie ma to jak dobre wejście. Podnosisz się, zbierasz z podłogi butelkę wody, poprawiasz ubranie i widzisz… leżącego właśnie na tej ławeczce pana. Śmieje się, opowiada dowcipy, zagaduje. Do kogo? No tak, zestaw słuchawkowy. Ale dlaczego on leży na ławeczce? Nie pojmujesz tego. Ty swój telefon zostawiłaś w szatni. Pan najwidoczniej nie mógł się z nim rozstać.

Podchodzisz do bieżni, wciskasz start i zaczynasz. Ostatnie zerknięcie na Pana Gadułę – wciąż rozmawia, tym razem w pozycji siedzącej. Kilka Miss World dookoła, drugie tyle Misterów. Powoli zaczynasz przyzwyczajać się do tych widoków. Zresztą, nie przyszłaś tu dla kogoś. Niedługo też będziesz wyglądała tak, jak ta Miss World.

Biegasz na bieżni, na siłowni gra muzyka, aż tu nagle ktoś zaczyna krzyczeć. Myślisz sobie, że stała się komuś krzywda. Rozglądasz się dookoła, obserwując skąd dobiega ten krzyk. Widzisz! Ale koks, wielki facet, bez koszulki, krzyczy jak opętany. Rzuca sztangą, zatacza koła, jego wyraz twarzy jest conajmniej tak groźny, że jakbyś stanęła mu na drodze, bez wątpienia nie wyszłabyś cało.

Rozpaczliwie rozglądasz się po siłowni. Szukasz kogoś takiego jak Ty. Z rozczarowaniem stwierdzasz, że nikogo takiego nie ma. Widzisz jeszcze dwie chichoczące koleżanki, robiące sobie nawzajem zdjęcia. W różnych pozycjach, na różnych sprzętach. Ze smutkiem stwierdzasz, że każda maszyna do ćwiczeń jest przez nie wykorzystana nie dłużej niż minutę, czyli tyle, ile zajmuje zrobienie kilku zdjęć. Widzisz kolejnego Pana Telemarketera, ale ten przechadza się po siłowni w tą i z powrotem, rozmawiając tak głośno, że zagłusza nawet Pana Krzykacza. Widzisz Gwiazdy na bieżniach, orbitrekach, rowerkach. Niby ćwiczą, ale jak one to robią, że nie uronią ani jednej kropli potu? Wciąż są świeże, a ich fryzury nienaganne. Widzisz dziwnych panów, którzy mają wielkie barki, plecy i ręce, a nóżki chudziutkie jak patyczki. Wzbudzają Twój śmiech. Czy taki wygląd się naprawdę może komuś podobać?

Po godzinnym treningu i obserwacji, cała spocona i zmęczona stwierdzasz, że klub fitness jest conajmniej dziwnym miejscem. Ale jak najbardziej dla Ciebie. Nie chcesz się poddawać i rezygnować. No, może zainwestujesz w nowy dres i buty. Zaraz zaczynają się zajęcia grupowe. Ciekawe, kogo spotkasz na sali zajęć grupowych. Już nie możesz się doczekać… 🙂