Ostatni rok przyniósł sporo nieciekawych nowinek odnośnie „zdrowotności” łososia norweskiego. Sztuczne hodowle, ogromny ścisk ryb w stawach hodowlanych, a do tego szpikowanie ich paszami GMO, antybiotykami czy sterydami mającymi przyspieszyć ich wzrost. Wszystko byle szybciej, taniej i jak najwięcej zarobić.

O zdrowiu konsumentów już się nie myśli. Jednak przykładów takiego postępowania wcale nie trzeba daleko szukać. Nasze polskie, wydawać by się mogło lokalne = zdrowe hodowle ryb czy drobiu wcale nie błyszczą lepszym postępowaniem.

Drób – chude mięso, zalecane praktycznie w każdej diecie, jako zdrowe, niskokaloryczne i przede wszystkim niekosztowne. Pierś z kurczaka – sztuka uwielbiana zarówno przez małe dzieci, kobiety dbające o figurę czy kulturystów. Kurczaka jedzą praktycznie wszyscy. Wiadomo, lepiej kupić pierś niż nóżki czy skrzydełka – bo chudsza. Wiadomo, lepiej kupić kurczaka niż indyka – „bo tańszy”.

Wiadomo, kurczaka można jeść bez obaw o zły wpływ na stan zdrowia – bo „to przecież białe mięso”. Czy na pewno? Czy pierś z kurczaka naprawdę zasługuje na swoje powodzenie? Jak wybrać ZDROWĄ sztukę? Jak jedząc drób nie przysporzyć sobie więcej szkody niż pożytku? O tym poniżej.

W 100g surowych skrzydełek czy udka z kurczaka znajduje się blisko 180 kcal i 11g tłuszczu, podczas gdy w piersi 99 kcal i niespełna 1,5g tłuszczu. Tak, faktycznie pierś z kurczaka plasuje się zdecydowanie lepiej, jeśli porównamy jej makroskładniki z innymi częściami kury. Natomiast, co powiecie na pierś z indyka? Wiem, droższe mięso, nie tak wdzięczne w przygotowaniu, jak poczciwy kurczak, ale… 100g piersi z indyka to tylko 85 kcal i 0,7g tłuszczu! Już sam skład mięsa mówi, który rodzaj drobiu najlepiej wybrać. Jest jednak jeszcze jeden bardzo ważny czynnik. ZDROWIE. Tak, zdrowie! Twoje zdrowie!

Zapewne już kiedyś obiło Ci się o uszy, że kurczaki „wcale takie zdrowe nie są”. Dlaczego? A dlatego, że z reguły hodowane są na wielkich fermach drobiu, na skalę wręcz przemysłową. Biedne kury żyją w ścisku, stresie, faszerowane byle czym. Mają szybko robić się duże i gotowe do uboju, a do tego po drodze znieść jak najwięcej „zdrowych” jajek. Tak się dzieje. Hodowcy faszerują paszę antybiotykami i sterydami, żeby kurczaki prędko urosły i szły na sprzedaż…. i na nasze talerze. I tak gospodynie domowe chcąc upiec dla ukochanej rodziny wspaniałą pierś z kurczaka – soczystą i dorodną, wybierają w „mięsnym” urodziwe i sporych rozmiarów sztuki mięsa. I tu OGROMNY BŁĄD!

Idealne byłoby spożywanie drobiu tylko z własnych bądź zaufanych hodowli. Lepiej indyk niż kurczak. Niestety zdaję sobie sprawę, że wśród wielu rodzin, młodych czy starszych ludzi zarówno szybkość, łatwość, jak i cena posiłku odgrywa niebagatelną rolę. Dlatego właśnie najczęściej wygrywa sklepowy kurczak. Jak więc chociaż zminimalizować negatywne skutki spożywania „sterydowego kurczaka”? Przede wszystkim – zamiast szukać dorodnych piersi z kurczaka – KUPUJMY TE MNIEJSZE SZTUKI. Mniejsza porcja mięsa oznacza, iż albo nie było one faktycznie faszerowane antybiotykami, albo skoro wielkość piersi jest mała, kurczak nie pożył długo, więc nawet jeśli szpikowany hormonami to przez krótszy okres. Ponadto nie spożywajmy za dużo mięsa. Drób dwa/trzy razy w tygodniu w zupełności wystarczy przeciętnemu konsumentowi.

Wzbogaćmy dietę raczej warzywami, owocami i sporą ilość wody mineralnej, wypłukującej wszelkie toksyny z naszego organizmu. Podsumowując – JEDZMY ŚWIADOMIE, ale przede wszystkim KUPUJMY ŚWIADOMIE. Przed wyciągnięciem ręki po cokolwiek ze sklepowej półki pomyśl, jaką drogę musiał przejść dany produkt, aby znaleźć się tu i teraz. Długa droga tworzy się w Twojej głowie? Lepiej odłóż produkt z powrotem na półkę. Myśl, kupuj, bądź zdrów!

autor: Justyna Wisła